8 listopada 2016

PYZY DROŻDŻOWE, PAMPUCHY, KLUSKI NA PARZE, BEZ DODATKU MLEKA I CUKRU, ORKISZOWE


   O tym, że moi domownicy szaleją za pyzami już wspominałam. Do niedawna bywały te tradycyjne z dodatkiem mleka. Na potrzeby chwili (w związku z tym iż nie wszyscy domownicy mleko mogą), stworzyłam ich zdrowszą, bezmleczną wersję. Tym samym obaliłam kolejny mit, tak jak drożdże do wzrostu nie potrzebują cukru (czytaj:sacharozy) tak i pyzy nie potrzebują mleka...
I choć babcie były zdziwione...ale jak to, tak bez mleka, nie da się... ano da się, da. Mało tego, te pyzy bez dodatku mleka, wyszły jeszcze smaczniejsze niż te z jego dodatkiem. Dla tych, którzy nie tolerują mleka pod żadną postacią, wystarczy, że masło klarowane zastąpią w całości olejem np.kokosowym i otrzymają wersję nie tylko bez laktozy, ale również bezmleczną. Mnie zależało trochę na maślanym smaku, a z masłem ograniczeń nie mamy, tak więc moja wersja jest z masłem klarowanym i bezzapachowym olejem kokosowym. Wybór pozostawiam Wam. Obydwie wersje będą pyszne, to mogę zagwarantować :-)
Z podanych ilości wychodzi ok. 28 pyz.

Składniki:
- 1kg mąki orkiszowej typ750
- 2 jajka
- 25g świeżych drożdży
- 540g (ml) letniej wody
- 1 niepełna, płaska łyżeczka soli himalajskiej (zwykłej mniej)
- 2 kopiaste łyżki ksylitolu (można zastąpić cukrem)
- 60g tłuszczu (u mnie 40g masła klarowanego i 20g oleju kokosowego, można zastąpić samym olejem kokosowym lub innym olejem)

Dodatkowo:
- mąka do podsypania blatu
- olej do przesmarowania sitka do pyz

zaczyn:
Do kubeczka rozkruszyć drożdże, dodać łyżkę mąki i trochę letniej wody. Dokładnie rozmieszać i odstawić do wyrastania.



W misie miksera utrzeć jajka z solą i ksylitolem. Dodać wyrośnięty zaczyn, resztę mąki, ciepłą wodę oraz stopiony, letni tłuszcz. Wszystko razem dokładnie wyrobić. Ja swego ciasta nie wyrabiam długo, tylko do połączenia składników. Gluten orkiszowy nie wymaga długiego wyrabiania tak jak pszenny.


Misę z ciastem odstawić pod przykryciem w ciepłe miejsce na ok.30-40 aż ciasto podwoi swoją objętość.


Wyrośnięte ciasto wykładam na podsypany mąką blat, formuję wałek i przy pomocy metalowej obręczy wykrawam kawałki ciasta.



Każdy kawałek podwijam pod spód i odkładam na podsypane mąką arkusze papieru. Z podanych ilości wychodzi mi ok.28 pyz.


W garnku zagotowuję wodę z sitkiem do pyz (wody nie może być zbyt mało, nie może też być zbyt dużo, po zagotowaniu nie powinna moczyć sitka, trzeba wyczuć tę odpowiednią ilość). Przed włożeniem każdej partii pyz (na raz wkładam ok.4, muszą być między nimi duże odstępy, by się nie sklejały), smaruję sitka (gotuję od razu w dwóch garach) olejem, przy pomocy pędzla, wówczas pyzy nie przykleją nam się do sitka (ci co gotują własne pyzy na pewno nieraz mieli z tym problem, ja miałam notorycznie, aż wpadłam na ten genialny pomysł).


Każdą partię pyz gotuję 7-8 minut na dość dużym palniku (u mnie"7"), woda musi cały czas wrzeć. Po tym czasie gotowe pyzy wyjmuję, a do garnka dolewam trochę wrzącej wody (szybko się wygotowuje, a wchodzi jej niewiele), przesmarowuję sitko olejem i wkładam kolejną partię pyz. I tak aż do ugotowania wszystkich pyz.


Ugotowane pyzy odgrzewamy na parze już zdecydowanie krócej niż produkt surowy.
Pozostające po obiedzie pyzy przechowuję do drugiego dnia w lodówce (przykryte folią spożywczą) lub pakuję do woreczków i mrożę.




Smacznego :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz